O smrti

Bob dużo myślał o śmierci. Czuł, że jego życie to pasmo porażek. Od dawna nie miał tzw. lepszych dni. Nie żeby od razu się zabijać. Ale taki brak chęci… a właściwie permanentny brak chęci do życia stał się nieodłączną częścią jego szarego (chociaż nawet nie- odpowiedniejszym określeniem jest bezbarwnego) życia. Można powiedzieć, że zrósł się z nim jak jakiś kolejny narząd, którego nie sposób usunąć. Jest i już. Nie uwiera (zazwyczaj), nie czyni szkód, po prostu jest. Można się przyzwyczaić. Sam nie wie kiedy to się stało, co się zmieniło. Niby nic strasznego, niby zwyczajnie. A i tak czuje się jakby się rozpadał. Kawałek po kawałku i gubił się gdzieś po drodze. Już nawet nie marzy. Bo po co? To przerażające, ale gdyby ktoś powiedziałby mu, że jutro umrze, nawet by się specjalnie nie przejął. Bo co z tego, że nigdy nie spłodził syna, nie postawił domu, ani nawet drzewa nie zasadził? I że nie widział Taj Mahal, Kathmandu, Nowego Jorku czy Kazimierza Dolnego? NIC! Nic go to już nawet nie obchodzi. Zachowuje się jak maszyna, wszystko robi tak o- bezwiednie, bezmyślnie, odruchowo. Zaczyna się czuć jak pusta skorupa, nieinteresujący, nieistniejący, nijaki i niewidoczny do granic. I już nie jest mu przykro. Jest bezbarwnie.

Tylko w snach jest szczęśliwy, żyje kolorowym życiem, trochę jak nie swoim.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s