Miszczu

Maciej kolejny raz spojrzał na zegarek… Minęła dopiero minuta. Liczył na co najmniej piętnaście. Nie mógł okazać swojego rozczarowania – jego groźny szef patrzył właśnie na niego wzrokiem wściekłego bazyliszka. Nie mogąc się ewakuować (o czym aktualnie bardzo marzył!), zaczął sobie wyobrażać swoją świetlaną przyszłość….

Przede wszystkim widział się jako milionera, a w dalszej przyszłości, dzięki trafionym inwestycjom – miliardera. Ale miał niestandardowe marzenia. Wcale nie potrzebował szybkich samochodów, prywatnej wyspy i złotej zastawy. Chciał dom na uboczu – gwoli ścisłości – chciał dwa domy. Jeden, ten pierwszy byłby w klimacie przyjemnym, w którym mógłby się wygrzewać jak kot na ciepłym piasku, a drugi – w klimacie przyjemnym – „niepotliwym”. Myślał o Skandynawii, chociaż najbardziej kusi go Kanada albo Islandia. Południe jest wyborem prostym, ponieważ Maćko mówi po chorwacku, wybór jest więc oczywisty. Kiedy tak rozpływa się w swoich wizjach słyszy nerwowe: „Czy Ty jesteś poważny? Mówię do Ciebie!! Nie będę dwa razy powtarzać!!”. Widzi, że poziom czerwoności mordy bossa zbliża się do krytycznego punktu. „Kurwa, co za debil” – mamrocze pod nosem pan Maliński.

Powoli Maciej zaczął wracać myślami do rzeczywistości. Niestety, jedyne co teraz czuł to uwierające go krzesło, nie wiedział też czego Malurak (Maliński i burak – taki twórczy mash-up. Był z tego określenia całkiem dumny) od niego chce. Nie mając lepszego pomysłu zwlekał się w kierunku dyżurki – czy jak ostatnio przyjęło się w firmie mówić – pokoju socjalnego. Straszne określenie, nie? Znudzony i trochę zmanierowany Maćko wszedł do dyżurki, wstawił wodę na kawę, wyjął z lodówki ryż z warzywami w styropianowym, piszczącym pudełku i ogromny kawałek tortu. Tekla ma dziś urodziny. Przyniosła z tej okazji tort dla wszystkich, ale zrobiła to pierwszy i ostatni raz, bo za tydzień odchodzi z pracy. Maciej nie wiedział czy to bardziej urodzinowy (co tu właściwie świętować? kolejny zmarnowany rok?) czy pożegnalny tort, ale nie przejmował się jej motywacjami, bo nie miał najmniejszych wątpliwości, że zje to wszystko… Ba! Wiedział też, że nadal będzie głodny. Żałował, że nie wziął z domu kanapek, który uszykowała mu pani Kasia (którą za plecami nazywał po prostu Paniką).

Należy tu dodać, że Maciej był naprawdę dobry w wymyślaniu ksywek.

Panika miała w zwyczaju bardzo denerwować Maćka, szczególnie upodobała sobie godziny poranne. Aby uniknąć konfliktu Maciej zapobiegawczo wymykał się na palcach z domu przed przyjściem Paniki. Musiał jednak przyznać, że robiła pyszne kanapki, ale ich zdobycie wymagało nie lada trudu i poświęcenia. Miał więc codzienny dylemat: jeść czy nie jeść? OTO JEST PYTANIE

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s