Dzień z życia studentki

Budzik wyrywa mnie ze snu o barbarzyńskiej 3.50. Jak co czwartek – otwieram oczy, włączam komputer, nastawiam wodę na herbatę i zaczynam…
W pracy czas mi się strasznie dłuży, nie pomagają nawet „muzyczne ożywiacze”. Zdesperowana (w końcu nie mogę mieć kolejnej drzemki) idę pod prysznic. Ok, jest lepiej. Klikam dalej. Czekam cierpliwie na 10, kiedy będę mogła wysłać upragnionego maila o treści „Koniec”. Teoretycznie jestem w pracy, ale właściwie to planuję sobie w tym czasie cały dzień… Dobra, koniec. Teraz mam godzinę na wyszykowanie się i dojazd na zajęcia. Niby dużo czasu, ale będzie jak zawsze. Znowu będę jechać z zegarkiem w ręku.
Wyjątkowo dobrze dzisiaj wszystko się składa, bo oprócz równych kresek na oczach (udało się za pierwszym razem!), świeci słońce, iPod naładowany i gra mi w uszach Darkside, a 63 podjeżdża punktualnie. Rzecz to niesłychana! Nie psuje mi nastroju nawet fakt, że autobus załadowany jest tak, że wejście którymikolwiek drzwiami jest prawie niemożliwe. Na szczęście wyrozumiali pasażerowie wciągnęli brzuchy i udało się! Jadę!
Jestem przed czasem. Skoro tak, to idę po kawę, w końcu 11 to najwyższa pora! Włosi już by się ze mnie śmiali, bo to przecież nie wypada o takiej godzinie pierwszej kawy pić… i to jeszcze cappuccino?! Dobrze, że w Polsce nikt nie zwraca na to uwagi. Z dobrym humorem zaczynam dzisiejsze zajęcia. Kiedy po 3 godzinach na jednym wydziale muszę biec na kolejne zajęcia, tym razem na drugim końcu Poznania, nie jest już tak miło i wesoło. Piękne słońce, które świeciło rano, schowało się za warstwą ponurych, ciężkich i prawie granatowych chmur. Zastanawiam się, czy aby w drodze powrotnej nie zmoknę?
W zielonym, terkoczącym i piszczącym tramwaju spotykam znajomych z liceum. Zamieniamy parę słów. Zanim wysiedli zdążyliśmy umówić się na piwo. Tala i Wojtek prawie nic się nie zmienili; no może tylko Tala ścięła włosy, a Wojtek zapuścił brodę. Kiedy w końcu docieram na wydział, okazuje się, że zajęcia odwołano. Oczywiście – jak zawsze… moje kulawe szczęście. Jednocześnie zła i zadowolona (chyba rozumiecie o czym mówię?) wracam do domu i co widzę? Moją współlokatorkę, która sprząta! Myślałam, że się w progu przewrócę. Nie chcąc jej przepłoszyć (wiadomo – to jak z dzikim zwierzem – trzeba ostrożnie), skradam się na palcach do pokoju. W KOŃCU mogę odsapnąć. Patrzę na zegarek i ze smutkiem uświadamiam sobie, że jest 18.20. Znaczy całkiem późno się zrobiło.
Kiedy strefa wszystkich (albo jak kto woli niczyja) jest już wolna, szybko odgrzewam sobie makaron i wracam do pokoju, gdzie czytam nowego Sapkowskiego. Oczywiście, zaczytuję się i kiedy znowu sprawdzam, która jest godzina, mam 15 minut do umówionego wcześniej piwa z Talą i Wojtkiem. Crap, znowu wszystko biegiem. Poprawiam makijaż, pucuję zęby, zgarniam portfel, telefon, klucze i lecę. Już w trakcie jazdy zielonym, terkoczącym i piszczącym autobusem myślę sobie, że to chyba nie był dobry pomysł. Zwyczajnie siedzę nad tym piwem i czuję, że odpływam. Przyszło więcej znajomych niż się spodziewałam, jest paru znajomych-znajomych (znaczy świeżaki).
Wszyscy to zauważają, że jestem w stanie przysypiającym. Próbuję wykrzesać z siebie jeszcze choć trochę energii. W sumie jest sympatycznie, w tle słychać spokojny jazz, a nie jak zazwyczaj krzyczących komentatorów sportowych.
Ale ale, zaczynam dostrzegać, że szala przysypiających zaczyna przeważać tych ożywionych i rozgadanych. To jest ten moment, w którym postanawiam, że 1.30 to czas najwyższy, żeby wrócić do domu. Szybko żegnam się ze wszystkimi i wychodzę. Na szczęście nie pada, jest chłodno, ale przyjemnie. W drodze na przystanek mijam tłumy wesołków, którzy najpewniej są w trakcie „przemarszu clubbingowego”. Czekając na autobus, liczę ile mam przed sobą snu. Niestety, ale zapowiada się bez rewelacji. Zmęczona wsiadam w wesoły nocny i zmierzam ku stacji dom.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s