Historia cz.1

Fasola postanowiła podbić do Olka. Wiedziała, że o tej porze jest już w domu i raczej nic nie robi. Nie zastanawiała się dwa razy. Wyjrzała za okno, nie wyglądało to co prawda najlepiej. Deszcz, a właściwie to mżawka, no i mgła. Wiedziała co to oznacza dla zmarzlucha, którego nie rozgrzewają ani grzańce ani górolskie skarpety narciarskie. Postanowiła ubrać swój ulubiony szary, przydługaśny sweter i najcieplejsze buty. Ubrana w 4 warstwy, czapkę nasuniętą nieomal na nos i torbą wypchaną po brzegi na plecach ruszyła.

Jako, że dom Fasoli znajdował się na obrzeżach miasta, gdzie właściwie występowały tylko niewielkie, urocze domki z mikro ogródkami i brakiem miejsc parkingowych, jej dom wyróżniał się na tle pozostałych. Cały budynek był w kolorze piaskowca, ale tak naprawdę nie był z niego zbudowany. To była eko-glina… Jej rodzina uważana była w okolicy za delikatnie szurniętą, ponieważ mieli w ogrodzie swoje warzywa, nie używali butelek plastikowych i dezodorantów, a co najgorsze nie sprzątali po swoim psie – ogromnym, czarnym, ale pociesznym mastifie – Rufusie. Oprócz Fasoli (oficjalnie zwaną Urszulą) w domu mieszkała Mama – Tamara, Tata – Hubert, Brat Starszy – Feliks, Brat Młodszy – Tymek, Siostra Bliźniaczka – Hania, pies Rufus i dwie rybki – zwane Rybitulami oraz okazjonalnie wpadającą Babcią – Terenią i ciocią – Mają. W domu zawsze panował chaos, do którego domownicy byli przyzwyczajeni. Jednak dla postronnych mogło się to wydawać rzeczą absolutnie nieznośną, żeby wytrzymać w tym rozedrganym, za głośnym i przeludnionym etno-ekobudynku. Gości w domu przyjmowano, a i owszem. Specyficzna to była hałastra. Głównie znajomi rodziców, najbardziej zapaleni rekonstruktorzy bitew średniowiecznych jakich świat widział, sztuk 7 (ostatnio grupa rozrosła się o małego Franka, więc 8). Fasola chcąc uniknąć kłopotliwych pytań (zestaw tradycyjny: czy nie chce jechać z nimi na kolejny zlot? czy wie już co będzie robić po studiach? i dlaczego nosi takie powyciągane ciuchy, przecież jest taką ładną dziewczyną…) wrzuciła książki, wino, skarpety na przebranie i nową grę na PS do plecaka i wołając w eter: „Wychodzę, nie czekajcie! PA!!” trzasnęła drzwiami.

Idąc wzdłuż pieczołowicie zaparkowanych aut typowej klasy średniej, unikając przemoczenia butów, Fasola nerwowo uderzała w klawisze swojego starego nazbyt zmęczonego telefonu. Jak na złość wszystko dzisiaj szło nie po jej myśli…

CDN.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s