Po przyjacielsku (historia cz.3)

CD

Ding dong. Ding dong. Ding dong. Zawsze dzwoniła trzy razy. Okej, teraz pauza. Niech się ten grajudus w końcu wyciągnie z czeluści i odmętów i otworzy te cholerne drzwi. Cisza. Pauza. Chwila oddechu, słuchawki już w kieszeni. Czeka.

Ding dong, ding dong, ding dong. Pauza. Nikogo nie słychać, nawet pies nie szczeka. Fasola niecierpliwiąc się – w końcu na dworze jest zawierucha i północno-wschodnie wiejące zło – zagląda przez szybę do kuchni. Nikogo nie widać. Postanawiła obejść dom i zajrzeć od strony tarasu. Ale zanim przejdzie do tak radykalnych działań pomyślała, że najpierw zadzwoni do Olka. Po 5 sygnałach, kiedy już chciała się rozłączyć usłyszała w słuchawce zachrypnięty głos przyjaciela.

„Halo? co się dzieje?”

„Olek, do cholery, pod domem stoję. Dzwonię i dzwonię. Czy jaśnie pan, mógłby łaskawie otworzyć wrota?”

„Cholera, nie marudź. Już schodzę!”

Bip bip bip. Przynajmniej tyle – pomyślała. Kiedy przestępując z nogi na nogę czekała przed wejściem, zaczęła się przyglądać otoczeniu. Chyba coś się zmieniło. A tak, wycięto przydrożne drzewa. Ale u Olka też jakoś inaczej… Może to te kolorowe kwiaty, które ostatnio wzeszły. Podczas bezmyślnej obserwacji zauważyła, że już w kolejnym oknie pojawia się ktoś i ciekawsko na nią patrzy, ba, czasem nawet pokazuje na nią bezczelnie tłustym paluchem. Cóż za nudna okolica, skoro jestem najciekawszym wydarzeniem dnia. Fasola jak to Fasola, nie myśląc za wiele, śmiało pokiwała każdemu kogo zauważyła. A co, niech się zawstydzą! Przecież chyba nie myślą, że są niewidzialni?!

W tym momencie z hukiem i odorem imprezy otworzyły się szare odrzwia.

– A ty co? Królowa czy Miss Universe? – zgryźliwie zapytał Olek, przecierając czerwone oczy

– Dzisiaj nie. Tylko robię sobie jaja z twoich sąsiadów

– Właź, niech już nie mają radochy…. Dzień dobry panie Kuciak! – bezgłośnie powiedział Olek i wyraźnie kiwnął głową, jednocześnie szybko zamykając za sobą drzwi.

Fasola wyjaśniła czemu musiała tu dzisiaj przyjść, skoro nie byli ustawieni. Ale Oluś jak to Oluś, nie miał jej tego za złe, bo ona też często ratowała go z opresji. Zdjęła zachlapane buty, kurtkę wrzuciła na półkę i poszła na górę do pokoju Ola. Usłyszała tylko jak Olek krzyczy na całe gardło „Ciepłe czy zimneeeeee?”, na co Fasola równie mocnym głosem odrzekła „Ziiiiiiiimneeee proszę!!”. Nie minęło 10 minut jak Olek wrócił z dwoma kubkami zimnego kakao.

– Coś ty wczoraj wyrabiał? Próbuję się do ciebie dodzwonić od rana – petardą zaczęła Fasola.

– Nic specjalnego, najpierw grałem w Fallout’a, potem napisała Marysia. Ta, no wiesz która… no ta z Bergów. No i ona napisała, czy ja bym do niej nie wpadł. W pytkę, skończę questa i lecę. Już od dawna mi się wydawało, że na mnie leci. No to skończyłem grać, wbiłem się w seksowne motorowe ciuchy (tu Olek zachichotał – uwielbiał się nabijać z ludzi, którzy mówili o seksownych ciuszkach), wsiadłem na motór i pojechałem. Wiesz, spodziewałem się czegoś więcej. No może nie od wejścia, ale tak w ogóle. Wchodzę, przygotowany i pachnący chipsami, a tam na kanapie cała zgraja… Rozumiesz to?! Grzechu, Maciej, Tommy, Lizka, Ola, Jula, Lolek i Bambi. Ja tu się spodziewałem akcji solo, a tu dupa blada. No więc wbiłem, trochę się pokręciłem, ale po jakichś 2 godzinach się urwałem i wróciłem do domu. Ciemno było tak, że myślałem, że nie dojadę. No a potem to już tylko grałem. Ale zasko, nie? Zasnąłem jakoś koło piątej. To się nie dziw, że nie odbierałem.

– Dobra dobra. Już się tak nie tłumacz. Przyniosłam wino, ogarnij jakieś kieliszki please.

– Uuu, widzę, że dzisiaj szybko zaczynamy. Coś się stało?

– Czekaj, jeszcze grę przytaszczyłam. Odpal PS’a od razu. Wiesz co, lepiej ja to zrobię, ty idź po te kielony.

Kiedy tak grali, Fasola opowiedziała Olkowi o wszystkich swoich życiowych dramatach i rozterkach. Jednak nie zrobiły one większego wrażenia na jej przyjacielu. W momencie kiedy byli już wyluzowani, a butelka po winie poturlała się pod szafę, do pokoju wleciał jak struś pędziwiatr młodszy brat Olka (kiedy mówię młodszy, mam na myśli przedszkolaka).

– Cześć Fasola. Całujecie się czy co? Mogę też pograć? Proszę proszę proszę, Oleeeeek!!! – wyrzucił z siebie jak z karabinu mały Wiktor.

No tak, to by było na tyle z przyjemnego wieczoru… Fasola chciała się zbierać, bo wiedziała, że skoro Wiktor już jest na górze, to rodzice Olka są właśnie w garażu… A to oznacza, że przywieźli obiad i nie wywinie się od sztucznej konwersacji przy stole. Zbiegła więc na dół, ubrała buty nieomal się wywracając i cmokając Olka w ucho, minęła się w drzwiach ze swoim byłym nauczycielem fizyki – panem Nulkowskim.

– Dzień dobry i do widzenia właściwie. Przepraszam, ale muszę już lecieć! Do zobaczenia.

Kiedy Fasola się tak oddalała, idąc tym swoim śmiesznym, chwiejnym krokiem Olek odprowadził ją wzrokiem do końca ulicy. Uświadomił sobie też, że z każdym razem kiedy tak na nią patrzy jak Ula wychodzi jest mu coraz ciężej. A ona nie ma o tym pojęcia… A może jednak ona już coś wie?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s